Chief Context Officer. U mnie to plik, nie stanowisko
Na pierwszym meetupie AI Biznes Lab w Warszawie zobaczyłem na slajdzie rolę, którą od trzech miesięcy wykonuję bez nazwy. Co było na slajdach, jak to wygląda u mnie i jedna wpadka z 21 września, która jest już regułą.

Fot. Artur Czyż, slajd: Krzysztof Karolczak
W środę 23 września byłem w Warszawie na pierwszym meetupie AI Biznes Lab "AI & The Future Company". Organizował Mirek Burnejko, gospodarzem była firma Connectis. Siedemdziesiąt miejsc, wstęp bezpłatny. Dwie prelekcje, cztery dema firm i krótkie prezentacje uczestników.
Wróciłem z jednym slajdem w głowie.
Slajd, na którym zobaczyłem swoją pracę
Krzysztof Karolczak mówił o nowym układzie firmy: komórki, agenci i warstwa AI zamiast hierarchii. W szóstym akcie pokazał dwie nowe role. Chief Context Officer i Dyrektor Fabryki.
Pierwsza teza ze slajdu:
"Wszyscy będą mieć te same modele. Różnica jest w przechwyconym kontekście." (Krzysztof Karolczak)
I druga, o dyrektorze fabryki:
"Rozstrzyga wyjątki, których nie rozstrzygnęła AI, i zamienia je w nową regułę w rejestrze." (Krzysztof Karolczak)
Na dole slajdu dopisali, że nazwę wymyślili sami i w lipcu miała zero trafień. Rynek szuka nazwy dla roli, która dziś jest rozmyta między technologią a danymi.
Jak to wygląda u mnie
U mnie ta rola nie miała tytułu. Miała plik.
Pracuję z zespołem asystentów AI. Każdy ma swoją rolę i swoje granice. Kontekst to zwykłe pliki: kim jestem, co sprzedaję, komu, co ustaliliśmy i kiedy. Asystent czyta je, zanim cokolwiek napisze. Jak plik kłamie, asystent kłamie razem z nim.
Dyrektor fabryki to u mnie rejestr wpadek. Prowadzę go od 22 sierpnia. Każdy problem z pracy asystentów trafia tam jako punkt z datą. Codziennie rano jeden z asystentów przegląda listę i przy każdym punkcie zapada decyzja: wdrożyć poprawkę, rozszerzyć ją na inne miejsca albo odrzucić. Nową regułę zatwierdzam ja. Nikt inny.
Trzy przykłady z ostatnich tygodni.
10 września prawie poszedł drugi raz ten sam mailing do 107 rodzin. Zatrzymałem go ja, nie system. Teraz przed każdą wysyłką skrypt przegląda folder Wysłane we wszystkich skrzynkach z ostatnich 14 dni. Ten sam temat = stop.
22 września przegląd skrzynek zawiesił się na 2 godziny i 20 minut. W logu ani słowa. Teraz każda skrzynka ma 60 sekund. Jak nie odpowie, dostaje linię TIMEOUT, a przegląd idzie dalej.
23 września poranne automaty w ogóle nie ruszyły, bo komputer był wyłączony do 7:59. Teraz skrypt startowy dnia sprawdza, czy każdy z nich zostawił ślad z dzisiejszą datą, i odpala te, które go nie zostawiły.
Dzień po meetupie, 24 września, dopisałem do zespołu rolę Chief Context Officer. Na próbę, do 26 października. Zadanie ma jedno: pilnować, żeby pliki mówiły prawdę. Najczęstsza wpadka z ostatnich 30 dni to "w notatce zrobione, w rzeczywistości nie". Dyrektorem fabryki zostaję ja.
Bramki nFirmy i moja tarcza
W bloku dem nFirma pokazała, co trzyma ich system w ryzach. Dwie warstwy. Pierwsza to maszyna: sześć bramek na dokumencie i dwie zasady, które zapisałem.
"Niepewność oznacza stop. Wysyłka i złożenie czekają na człowieka." (slajd nFirmy)
Druga warstwa to cztery pary oczu: księgowa prowadząca, szefowa działu księgowości, główny księgowy i właściciel, który daje zgodę na złożenie.
Ja od 25 lipca mam tarczę z czterema poziomami. Zielony to odczyt: asystent czyta, liczy, sprawdza i nikogo nie pyta. Żółty to zapis w moich plikach, z kopią przed każdą zmianą. Czerwony to wszystko, co wychodzi poza mój komputer albo kosztuje: mail, post, publikacja, reklama. Tu potrzebne jest moje osobne "tak" na tę jedną operację. Czarny to rzeczy nieodwracalne. Domyślna odpowiedź brzmi "nie".
W poniedziałek 21 września przekonałem się, po co jest czerwony. Automat, który od 16 września sam publikował relacje z meczów Olimpiady Szachowej, opublikował relację z odwróconymi wynikami partii. W tabeli drużyny stały w odwrotnej kolejności, niż automat zakładał. Wygrana wyszła jako porażka, porażka jako wygrana. Post zniknął jeszcze tego samego wieczoru.
Teraz automat jest wyłączony, a wynik przechodzi trzy sprawdzenia. Tabelę czyta skrypt, nie model językowy. Drugie źródło potwierdza każdą partię. Bramka porównuje gotowy tekst z danymi i przy rozjeździe blokuje publikację. Relacja sportowa wychodzi tylko po moim "tak".
To jest dokładnie zdanie ze slajdu nFirmy. Ja za nie zapłaciłem jedną wpadką.
Szachiści znają to od dawna. Silnik może liczyć całą noc, ale ruch na szachownicy robi zawodnik.
Liczby z dema obok moich
W jednym z dem padły najuczciwsze liczby wieczoru. Zimne maile do firm: 2564 wysyłki do 1058 firm, 22 odpowiedzi, 2 sprzedaże. Generator ofert: jedna oferta handlowca w 3 minuty zamiast 20. Agent od reklam dla serwisu drukarek: 1226 zł wydane, 2814 zł na czysto, 5 nowych klientów.
Nikt nie udawał, że AI sprzedaje sama.
Moje liczby z tegorocznego naboru w szkole szachowej są skromniejsze. Na reklamę na Facebooku i Instagramie poszło 79 zł. Zgłoszeń z tej reklamy: zero. W tym samym czasie przyszło 27 zgłoszeń, 63% z nich z plakatów z kodem QR, powieszonych w szkołach i w przedszkolu.
Wniosek jest prosty. AI przyspiesza to, co już działa. U tamtej firmy działały maile i reklamy, więc agent dołożył im skali. U mnie działa plakat w szkole i rozmowa z rodzicem. Tam idzie mój czas. Automat co rano przenosi każde zgłoszenie do arkusza razem z informacją, skąd przyszło.
Gdzie u Ciebie leży kontekst firmy i kto pilnuje, żeby mówił prawdę?
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.