Dziewiętnastego lipca zleciłem podłączenie reklam Google do mojej szkoły szachowej. Zrobiliśmy to na początku września. Minęło siedem tygodni.

Nie było żadnej awarii ani problemu technicznego. Zadanie zatrzymało się na jednym pytaniu do mnie. Pytanie padło w rozmowie, rozmowa się skończyła i temat zniknął. Nie było go na żadnej liście i nikt o nim nie przypomniał, łącznie ze mną.

Co się działo przez ten czas

Przez siedem tygodni płaciłem za reklamy w jednym miejscu i nie widziałem, co robi drugie. Kampania działała, tylko nikt jej nie oglądał. Kiedy w końcu usiedliśmy do tego na poważnie, całość zajęła jeden wieczór. Pierwszy odczyt pokazał kampanię, która działa: dziesięć złotych wydane w tym miesiącu i jedno zgłoszenie.

Zabolało mnie nie to, ile przez ten czas straciłem. Zabolało to, że nie miałem jednego miejsca, w którym leżą rzeczy czekające na moje "tak". Ta decyzja nie została odrzucona. Nikt jej nie odłożył świadomie. Ona po prostu wypadła z pola widzenia.

Jak wygląda mechanizm

Właściciel firmy dostaje pytania w kilkunastu miejscach: rozmowa, telefon, mail, komunikator, wiadomość od asystenta. Część z nich to prośby o decyzję. Jeśli decyzja nie zapada od razu, pytanie zostaje tam, gdzie padło. W rozmowie, która się skończyła. W wątku, który zjechał w dół.

Nikt po drugiej stronie nie ma powodu przypominać. Wykonawca zrobił swoje, zadał pytanie, czeka. Z jego perspektywy piłka jest u mnie. Z mojej perspektywy piłki nie ma, bo jej nie widzę.

Co zmieniłem

Dziś mam zwykłą listę: co czeka na moją decyzję i od ilu dni czeka. Dostaję ją rano razem z resztą przeglądu dnia. Każde pytanie do mnie, które nie dostało odpowiedzi w tej samej rozmowie, ląduje na tej liście z datą. Rano widzę: to czeka trzy dni, to czeka dwanaście.

Żadna technologia, jedna kartka. Można ją prowadzić w notesie. U mnie składa ją asystent AI z tego, co przewinęło się w rozmowach, ale to detal. Ważne jest jedno miejsce i liczba dni obok każdej pozycji, bo dwanaście dni obok pytania działa na właściciela lepiej niż najgrzeczniejsze przypomnienie.

Najdroższe w firmie nie są złe decyzje. Najdroższe są te, których nikt nie podjął, bo nikt o nich nie pamiętał.

Ile Twoich decyzji czeka dziś w miejscu, którego nie sprawdzasz?