Granie to nie trening
Piszę z Teneryfy i stąd prowadzę lekcje. Najciekawsza grupa, z którą pracuję, to dorośli po trzydziestce. Grają 200 partii miesięcznie i stoją w miejscu od dwóch lat. Oto dlaczego.

Piszę ten wpis z Teneryfy. I właśnie stąd prowadzę treningi szachowe. Uczeń siedzi w Londynie albo we Wrocławiu, ja przy stole z widokiem na ocean, a szachownica na ekranie jest ta sama. To jest piękne w tej pracy w 2026 roku i do tego jeszcze wrócę.
Od 20 lat trenuję szachistów. Dzieci, juniorów, zawodników klubowych. Ale najciekawsza grupa, z którą pracuję, to dorośli. Nie dlatego, że są najlepsi. Dlatego, że mają najwięcej do odzyskania i najczęściej robią to źle.
Typowa historia
Facet po trzydziestce. Praca, rodzina, obowiązki. Szachy wróciły do niego jakiś czas temu, najczęściej przez telefon. Gra 200 partii blitza miesięcznie. Czasem więcej. W tramwaju, w kolejce, wieczorem zamiast serialu.
Ranking stoi w miejscu od dwóch lat.
Frustracja rośnie, bo przecież "tyle gram". I to jest zdanie, które słyszę na pierwszej rozmowie prawie za każdym razem. Tyle gram, a nic z tego nie ma. Skoro tyle gram, to powinno iść do góry.
Nie idzie. I nie pójdzie, bo w tym zdaniu siedzi pułapka.
Granie to nie trening
Wyobraź sobie siłownię. Możesz przychodzić codziennie, brać przypadkowe ciężary, robić to, na co masz ochotę, i przez rok nie zobaczyć żadnej różnicy w lustrze. Zmęczenie jest, wysiłek jest, efektu nie ma. Albo możesz trenować dwa razy w tygodniu według planu: konkretne ćwiczenia, konkretne obciążenia, konkretna kolejność. Po trzech miesiącach nie poznasz się w lustrze.
Z szachami u dorosłych działa dokładnie ta sama zasada. Blitz to przypadkowe ciężary. Wysiłek jest prawdziwy, tylko nic z niego nie zostaje.
Trzy rzeczy, które widzę od lat:
- 30 minut analizy własnej przegranej partii daje więcej niż 10 kolejnych blitzów. W blitzu powtarzasz to, co już umiesz, razem z błędami. W analizie widzisz, gdzie to się sypie.
- Jeden dobrze przerobiony motyw taktyczny wraca w partiach przez lata. Nie sto zadań jednego wieczoru, tylko jeden motyw, aż zacznie wyskakiwać sam.
- Plan na 3 miesiące bije "pogram, co wpadnie" w każdym możliwym scenariuszu. Nawet słaby plan. Bo plan da się sprawdzić, a "co wpadnie" nie.
Dlaczego dorosły ma tu przewagę
Dorosły ma coś, czego nie ma dziecko: umie pracować systematycznie, jeśli tylko ktoś mu pokaże, jak. Dziecko trzeba pilnować, motywować, przypominać. Dorosły, który ma w kalendarzu "wtorek 20:30, analiza jednej partii", po prostu to robi. Bo tak samo robi ze wszystkim innym w życiu.
Dlatego dorośli z planem potrafią ruszyć z miejsca po kilku tygodniach, mimo że wcześniej stali dwa lata. Nie stali, bo są za starzy. Stali, bo grali zamiast trenować.
A miejsce?
Nie ma znaczenia. Piszę to z Teneryfy nie po to, żeby się chwalić widokiem. Piszę, bo to najlepszy dowód, że lekcja online w 2026 roku nie jest gorszą wersją lekcji na żywo. Uczeń udostępnia ekran, ja widzę każdą jego partię, wspólnie przewijamy pozycję, wszystko zostaje nagrane. Zero dojazdów, zero "nie zdążę na 18:00".
Jedno pytanie na dziś
Jeśli grasz i czujesz, że dotarłeś do ściany, zadaj sobie jedno pytanie: ile z Twojego "grania" to naprawdę trening?
Policz szczerze. Ile partii w ostatnim miesiącu obejrzałeś drugi raz? Ile błędów zapisałeś? Ile motywów przerobiłeś do końca? Jeśli odpowiedź brzmi "zero, zero, zero", to wiesz już, dlaczego ranking stoi. I wiesz, że to nie jest kwestia talentu ani wieku.
Daj znać w komentarzu, ile partii online grasz miesięcznie. Jestem ciekawy, czy moja obserwacja się potwierdzi.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.