Przegrałeś? Świetnie
Właśnie dostałeś najlepszy materiał treningowy, jaki istnieje. Większość graczy nigdy po niego nie sięga. Pokazuję, jak robię to u siebie i czego szukam u uczniów: pierwszego błędu, nie ostatniego.

Przegrałeś partię? Świetnie. Właśnie dostałeś najlepszy materiał treningowy, jaki istnieje. Lepszy niż kurs na YouTube, lepszy niż książka, lepszy niż sto zadań w aplikacji. Bo ten materiał jest o Tobie.
Większość graczy po przegranej robi jedno z dwóch. Albo zamyka aplikację ze złością, albo od razu odpala kolejną partię, żeby się odegrać. Znam to. Sam tak robiłem przez lata. Odegrać się, wyrównać rachunek, zapomnieć.
Problem w tym, że w tej przegranej partii leży odpowiedź na pytanie, dlaczego stoisz w miejscu. I większość ludzi nigdy po nią nie sięga. Wolą sto kolejnych partii niż pół godziny nad jedną.
Jak to robię u siebie
Po przegranej nie włączam od razu silnika. To ważne. Silnik od pierwszej sekundy powie Ci, gdzie był błąd, i na tym się skończy. Kiwniesz głową i pójdziesz dalej. Nic nie zostanie.
Najpierw sam przechodzę partię i szukam momentów, w których czułem, że coś się sypie. Nie tam, gdzie straciłem figurę. Tam, gdzie zaczęło mi się robić nieprzyjemnie. Zwykle znajduję dwa, może trzy takie miejsca. Zaznaczam je sobie i dopiero wtedy włączam silnik, żeby sprawdzić, czy miałem rację.
Czasem trafiam. To dobra wiadomość: intuicja pracuje, czuję pozycję, tylko nie umiem jeszcze przełożyć tego uczucia na ruch.
Częściej nie trafiam. I to jest jeszcze lepsza wiadomość, bo właśnie znalazłem dziurę, o której nie miałem pojęcia. Silnik pokazuje mi błąd w miejscu, gdzie czułem się bezpiecznie. To są najcenniejsze znaleziska, bo tych błędów nigdy bym sam nie zobaczył.
Pierwszy błąd, nie ostatni
Jedna rzecz, na którą polowałem latami u siebie i na którą poluję u uczniów: pierwszy poważny błąd, nie ostatni.
Wszyscy pamiętają ostatni błąd. Ten, po którym posypała się partia. Zawieszona wieża, przeoczony mat, flaga na zegarze. To jest ten moment, który boli i który zostaje w głowie.
A prawdziwy kłopot zaczął się kilka ruchów wcześniej. Wziąłeś piona bez sprawdzenia, czym przeciwnik odpowie. Ruszyłeś pionki przy własnym królu bez potrzeby, bo wyglądało aktywnie. Zamieniłeś dobrego gońca, bo nie chciało Ci się liczyć. To są te momenty, których szukasz. Ostatni błąd jest tylko rachunkiem za pierwszy.
Jedno zdanie
Na koniec zapisuję jedno zdanie. Dosłownie jedno. W notatkach w telefonie, w zeszycie, gdziekolwiek. Wzór jest zawsze ten sam: w podobnej pozycji następnym razem robię inaczej. I konkret. "Nie biorę piona na b2, jeśli nie policzyłem, co robi hetman". "Nie ruszam pionków przed roszadą, gdy przeciwnik ma jeszcze obu gońców".
Notatki z takimi zdaniami po dwudziestu partiach wiedzą o Twoich szachach więcej niż niejeden trener. Bo trener widzi Cię godzinę w tygodniu. Notatki widzą każdą Twoją partię.
Ile to trwa
Pół godziny. Tyle to trwa. Dziesięć blitzów "na odegranie" trwa dokładnie tyle samo. Różnica jest taka, że po dziesięciu blitzach ten sam błąd wraca w piątek, a po pół godzinie analizy wraca rzadziej. A po miesiącu takich pół godzin przestaje wracać wcale.
Wypróbuj po najbliższej przegranej. Bez silnika, potem z silnikiem, jedno zdanie na koniec. I daj znać w komentarzu, co znalazłeś. Jestem ciekawy, ile osób trafi w swój pierwszy błąd za pierwszym razem.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.