Miesiąc pisania, liczby na stół
25 postów, 8369 wyświetleń, 82 reakcje, 15 komentarzy, 3 zapisy, zero kliknięć w link. Co poszło najlepiej, co najgorzej i trzy wnioski. W szachach po turnieju siadasz do analizy. Z pisaniem jest identycznie.

Miesiąc temu zacząłem pisać na LinkedIn prawie codziennie. Połowa o szachach, połowa o tym, jak prowadzę firmę z AI. Dziś wykładam liczby na stół, razem z tym, co nie wyszło.
Bo o pisaniu w sieci mówi się dużo, a liczb pokazuje mało. Więc oto moje, z sierpnia 2026, bez wybierania tych ładniejszych.
Liczby
Od 1 do 28 sierpnia wyszło 25 postów. Razem 8369 wyświetleń, 82 reakcje, 15 komentarzy, 3 zapisy. Obserwujących przybyło 14.
Kliknięć w link: zero. Bo przez miesiąc nie było gdzie klikać. Ani jeden post nie prowadził do żadnej oferty. To była decyzja, nie przypadek. Chciałem najpierw sprawdzić, czy ktoś w ogóle czyta, zanim zacznę cokolwiek proponować.
Co poszło najlepiej
Najlepiej poszły dwa posty i oba miały to samo w środku.
Rachunek za AI z kwotami co do złotówki: 868 wyświetleń i jedyne zapisy w całej serii. Ludzie nie zapisują porad. Zapisują liczby, do których chcą wrócić.
Siedem okien na ekranie, czyli jeden zwykły dzień w firmie opisany godzina po godzinie: 943 wyświetlenia i 6 komentarzy. Nie "jak używać AI", tylko "tak wyglądało moje wtorkowe popołudnie".
Konkret z biurka bije poradnik. Za każdym razem.
Co poszło najgorzej
Najgorzej poszedł post o audycie dziesięciu przegranych partii. 86 wyświetleń. Dziesięć razy mniej niż najlepszy.
Dobry temat. Jeden z tych, które uczniom daję na pierwszej lekcji. Najsłabszy wynik miesiąca.
Wyszedł bez zdjęcia. Jako drugi post tego samego dnia. Po trzech dniach ciszy, bo byłem w Polanicy i przerwałem rytm. Trzy błędy naraz. Żaden o treści. Treść była w porządku, opakowanie i moment zabiły ją całkowicie.
Trzy wnioski
Z tych liczb wyciągnąłem trzy rzeczy.
Post ze zdjęciem zbiera u mnie dwa razy więcej niż sam tekst. Realne zdjęcie z telefonu, nie grafika. Sala, szachownica, ekran, kartka. Cokolwiek prawdziwego.
Przerwa w publikacji kosztuje więcej niż słaby post. Po każdej przerwie zasięg wraca od zera, jakby algorytm zapominał, że istniejesz. Lepiej wrzucić coś krótkiego w dzień bez pomysłu, niż milczeć trzy dni i wrócić z dobrym tekstem, którego nikt nie zobaczy.
Kontynuacja tematu musi mieć własną liczbę w pierwszym zdaniu. "Jak pisałem tydzień temu" nikogo nie zatrzymuje. "1600 zł miesięcznie" zatrzymuje. Nawet jeśli to druga część, musi stać na własnych nogach.
Analiza jak po turnieju
I jedna refleksja, która łączy oba moje światy.
W szachach po turnieju siadasz do analizy partii, zwłaszcza przegranych. Bez tego następny turniej grasz tak samo, z tymi samymi błędami, i dziwisz się, że wynik ten sam.
Z pisaniem jest identycznie, tylko prawie nikt nie robi tej analizy. Bo nie ma liczb pod ręką albo woli na nie nie patrzeć. 86 wyświetleń boli tak samo jak przegrana partia i tak samo kusi, żeby zamknąć i nie wracać.
Mnie ten wysiłek zdejmuje AI: raz w tygodniu dostaję odczyt z wnioskami, które posty, jakie liczby, co się powtarza. A decyzję, co dalej, podejmuję sam. Ten wpis to jest ta decyzja.
Wrzesień
Piszę dalej, prawie codziennie, każdy post ze zdjęciem. Bez przerw dłuższych niż dzień. Z liczbą w pierwszym zdaniu, gdy temat wraca.
A co u Ciebie zadziałało w sierpniu lepiej, niż się spodziewałeś? Pytam serio, bo z cudzych liczb też się uczę.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.