Wróciłem właśnie z festiwalu szachowego w Polanicy-Zdroju. Byłem tam nie jako zawodnik, tylko jako kierownik wyjazdu naszej grupy, więc przez cały tydzień robiłem głównie jedno: patrzyłem na ludzi przy szachownicach.

Dziewiętnastu naszych zawodników, kilkuset obcych. Dzieci, juniorzy, seniorzy, arcymistrzowie. I co roku widzę tam ten sam obrazek: ktoś wraca do turniejów po dziesięciu, piętnastu latach przerwy. Grał w liceum, na studiach, potem praca, rodzina, i nagle w wieku czterdziestu lat znowu siada do zegara. I prawie zawsze popełnia ten sam błąd.

Nie chodzi o rdzę

Nie chodzi o rdzę w wariantach. Warianty wracają szybko, a te, które nie wracają, i tak nie były potrzebne. Nie chodzi o kondycję, choć pięć godzin przy szachownicy po latach przerwy to jest wysiłek, którego się nie pamięta.

Chodzi o oczekiwania.

Wracający gracz pamięta siebie sprzed lat. Pamięta, że ogrywał takich i takich, że miał taki ranking, że w tej pozycji zawsze wygrywał. I pierwsze partie rozgrywa przeciwko własnemu wspomnieniu, nie przeciwko człowiekowi po drugiej stronie. Każdy ruch porównuje z tym, co "kiedyś by zagrał". Każda niepewność jest dowodem, że coś stracił.

Po dwóch porażkach z graczami, których "kiedyś by ogrywał", przychodzi zwątpienie. Siedzi wieczorem w hotelu i myśli: to już nie to, za stary, za długo nie grałem. I połowa wraca do domu z postanowieniem, że to był ostatni raz.

Widziałem to w Polanicy w tym roku. Widziałem w zeszłym. Zobaczę w przyszłym.

Pomiar zamiast sprawdzianu

A wystarczy ustawić pierwszy start inaczej. Nie jako sprawdzian, tylko jako pomiar.

Jedziesz zmierzyć, gdzie jesteś dziś, nie udowodnić, kim byłeś. To jest różnica w jednym słowie, ale zmienia wszystko. Sprawdzian można oblać. Pomiaru nie da się oblać, pomiar daje liczbę. I ta liczba jest punktem startu, a nie wyrokiem.

Cel na pierwszy turniej po przerwie to nie wynik. To trzy rzeczy:

  1. Przetrwać rytm grania co dzień. Dziewięć rund, dziewięć dni, bez wycofywania się po trzeciej porażce. Sam rytm jest treningiem, którego nie da się zrobić w domu.
  2. Zapisać po każdej partii jedno zdanie o tym, co się działo. Nie analizę, jedno zdanie. "Zagrałem za szybko w niedoczasie". "Nie wiedziałem, co robić po debiucie". Po dziewięciu rundach masz dziewięć zdań, czyli pierwszą prawdziwą diagnozę od lat.
  3. Wrócić do domu z apetytem na następny start. To jest jedyny wynik, który się liczy. Jeśli po turnieju chcesz jechać na kolejny, wygrałeś, niezależnie od punktów.

Ranking dojedzie sam

Ranking dojedzie sam, zwykle szybciej, niż się spodziewasz. Bo dorosły wraca do szachów z czymś, czego nie miał jako junior: cierpliwością. Jako junior chciał wygrać dziś. Jako czterdziestolatek potrafi zaplanować sezon. I ta cierpliwość, jeśli nie zostanie zabita w pierwszym turnieju przez porównywanie się z własnym wspomnieniem, jest największą przewagą, jaką ma.

Jeśli wracasz do szachów po latach, nie jedź udowadniać. Jedź zmierzyć. Reszta przyjdzie.