Trzy przegrane pod rząd
Nagle nie chce Ci się otwierać aplikacji. Nie rzucasz szachów z hukiem, po prostu wybierasz serial. Zapał nie jest paliwem, jest iskrą. Do przetrwania słabego tygodnia potrzebujesz planu tak małego, że wstyd go nie wykonać.

Trzy przegrane pod rząd i nagle nie chce Ci się otwierać aplikacji. Znam to z obu stron, jako zawodnik i jako trener, który ogląda to u dorosłych uczniów kilka razy w roku.
Zawsze wygląda tak samo. Tydzień wcześniej wszystko szło, ranking rósł, plan działał. Potem trzy porażki, czasem cztery, i coś się wyłącza.
Co dzieje się potem
Najgorsze jest to, co dzieje się potem. Nie rzucasz szachów z hukiem. Nie ogłaszasz nikomu, że kończysz. Po prostu pewnego wieczoru wybierasz serial. Potem drugiego. Aplikacja zostaje na telefonie, zeszyt na półce.
Po dwóch tygodniach mówisz sobie, że wrócisz, jak będzie więcej czasu. Nigdy nie ma więcej czasu. Wiem to, bo dokładnie to zdanie słyszę od uczniów, którzy wracają po pół roku i pytają, od czego zacząć od nowa.
Zapał to iskra
Zapał nie jest paliwem. Zapał jest iskrą, która gaśnie przy pierwszej serii porażek, bo działa tylko wtedy, gdy idzie dobrze. Dopóki ranking rośnie, zapał rośnie razem z nim. Trzy porażki i zapału nie ma, bo nie ma go z czego brać.
Do przetrwania słabego tygodnia potrzebujesz czegoś głupio prostego: planu tak małego, że wstyd go nie wykonać.
Nie "wracam do treningu". To jest deklaracja, nie plan. Nie da się jej wykonać w środę o 21:00, bo nie wiadomo, co to znaczy.
Tylko "dwadzieścia minut zadań, wtorek i czwartek, po kolacji". Konkretny dzień, konkretna pora, konkretna liczba minut. Tak mało, że nie ma jak się wykręcić.
Ścinaj, nie zwiększaj
U moich uczniów działa jedna rzecz, która jest odwrotna do instynktu. Po serii porażek nie zwiększasz obciążenia, tylko je ścinasz. Do poziomu, którego nie da się nie zrobić.
Instynkt mówi: przegrywam, więc muszę więcej trenować. I człowiek planuje godzinę dziennie, wytrzymuje dwa dni, pęka, i wraca do serialu z jeszcze większym poczuciem porażki. Bo teraz przegrał nie tylko partie, ale i plan naprawczy.
Ścięty plan mówi: dwadzieścia minut, dwa razy w tygodniu, nic więcej. Bez ambitnych deklaracji, bez nadrabiania. Wykonujesz go przez dwa tygodnie i zaczynasz wierzyć, że wracasz. Wtedy można dołożyć trzeci dzień. Nie wcześniej.
Nie graj o ranking
I jeszcze jedno, mniej oczywiste: w tygodniu po porażkach nie graj o ranking. Graj partie treningowe, które nic nie kosztują. Bez punktów, bez liczby, która spadnie.
Głowa musi sobie przypomnieć, że szachy są fajne, zanim znowu zaczną być egzaminem. Trzy porażki zamieniły każdą partię w test: czy dalej się cofam. Partia bez rankingu nie jest testem. Jest grą. I dopiero gdy znowu poczujesz, że to gra, możesz wrócić do rankingu.
Seria mija, rzucenie nie
Seria porażek nie znaczy, że się cofasz. Zwykle znaczy, że trafiłeś na mocniejszych albo grasz zmęczony. Jedno i drugie mija samo, w tydzień, w dwa.
Rzucenie treningu nie mija. Ono trwa pół roku i kończy się pytaniem, od czego zacząć od nowa.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.