Dziś w mojej szkole szachowej zaczyna się nowy rok. Pierwsze zajęcia pokazowe, pierwsze nowe dzieci na sali.

Czego rodzice nie widzą

Rodzice widzą godzinę zajęć. Przychodzą na 17:00, oddają dziecko, odbierają o 18:00. Nie widzą tego, co dzieje się wcześniej.

Grafik trenerów układany tak, żeby żadna grupa nie została bez prowadzącego. Sześć grup, kilku instruktorów, każdy z własnym kalendarzem, studiami, drugą pracą. Jedna zmiana u jednego trenera przesuwa trzy grupy.

Mail organizacyjny do wszystkich rodzin, z terminami i płatnościami, wysłany zanim ktokolwiek zdąży zapytać. Bo jeśli wyjdzie po pierwszym pytaniu, to wyjdzie po dwudziestym, a każde z tych dwudziestu to osobna odpowiedź.

Lista zapisów sprawdzona trzy razy. Bo jedno przeoczone zgłoszenie to jedno dziecko, które przyjdzie na salę, a nikt nie będzie na nie czekał. Rodzic tego nie zapomni, i słusznie.

Kiedyś i dziś

Kiedyś ta logistyka zjadała mi kilka wieczorów. Ostatni tydzień sierpnia to były noce z arkuszem, skrzynką i kalendarzem. Rok w rok.

Dziś większość przygotowuje mój zespół asystentów AI. Drafty maili do rodzin, w moim stylu, z właściwymi terminami z pliku. Kontrola listy zgłoszeń: czy każde ma odpowiedź, czy każde ma grupę, czy nikt nie zgłosił się dwa razy. Przypomnienia o terminach, które przychodzą do mnie, zanim o nich zapomnę.

Ja czytam, poprawiam i klikam wyślij. Granica jest stała od miesięcy: do rodziców nie wychodzi nic, czego nie widziałem. Ale widzenie zajmuje kwadrans. Pisanie zajmowało wieczory.

Część, której nie da się zautomatyzować

A potem zaczyna się część, w której żadna AI mnie nie wyręczy.

Sześciolatek, który pierwszy raz w życiu przestawia pionek i patrzy, czy dobrze. Nie na szachownicę. Na mnie. Czeka na kiwnięcie głową.

Ośmiolatka, która pamięta z wakacji, jak matuje się wieżą, i chce to pokazać wszystkim. Zanim zdążę zacząć zajęcia, ustawia pozycję i woła kolegów.

Tego się nie da zautomatyzować i całe szczęście. To jest powód, dla którego ta szkoła istnieje. Cała reszta, grafiki, maile, listy, to obsługa tego jednego momentu. I dobrze, że obsługę robi maszyna, bo dzięki temu na ten moment mam czas.

Nowy sezon

Nowy sezon. Do roboty.

A Ty co odpalasz we wrześniu: nowy projekt, nowy nawyk, powrót do czegoś porzuconego? Wrzesień to dobry miesiąc na start, pisałem o tym kilka dni temu. Reszta świata też właśnie zaczyna.