10 nowych dzieci. Tyle przyszło wczoraj na zajęcia pokazowe do naszej szkoły szachowej.

Piszę "naszej", bo Kraina Szachów to firma moja i mojej żony. I nie było mnie na sali. Zajęcia prowadziła ona z jednym z naszych instruktorów. Ja siedziałem przy biurku: zgłoszenia, odpowiedzi rodzicom, płatności, grafik na przyszły tydzień.

Etat czy firma

Szkoła, która działa tylko wtedy, gdy właściciel stoi przy szachownicy, nie jest firmą. Jest etatem. Z tą różnicą, że etat ma urlop i chorobowe, a taki właściciel nie ma ani jednego, ani drugiego.

Przez lata tak to u mnie wyglądało. Każda grupa, każde pokazowe, każdy turniej: ja na sali. Jeśli zachorowałem, zajęcia się nie odbywały. Jeśli wyjechałem, szkoła stała. Nie dlatego, że nikt inny nie umiał prowadzić zajęć. Dlatego, że nikt inny nie wiedział, jak działa reszta: zapisy, płatności, kto do której grupy.

Podział

Podział mamy prosty.

Sala: żona i instruktorzy. Prowadzenie zajęć, kontakt z dziećmi, rozmowy z rodzicami przy drzwiach. To, co wymaga człowieka na miejscu.

Biurko: ja i mój zespół asystentów AI. Asystenci przygotowują odpowiedzi na zgłoszenia, pilnują listy, żeby żadne nie leżało bez odpowiedzi, przypominają o terminach płatności. Ja czytam i klikam wyślij. Do rodziców nie wychodzi nic, czego nie widziałem, ale przygotowanie robi się beze mnie.

Dzięki temu w czasie pokazowych mogłem obsłużyć zgłoszenia, które przyszły w trakcie. Rodzic, który napisał o 17:15, dostał odpowiedź o 17:30, gdy jego dziecko było jeszcze na sali. Rok temu dostałby ją wieczorem, po zajęciach, razem z dwudziestoma innymi.

Jak poszło

Wiem od żony, jak poszło. Podobało się wszystkim. Po zajęciach dzieci z rodzicami wybierały już swoje grupy i trenera na cały rok. Nie "zastanowimy się". Wybierały.

To jest ten moment, dla którego robi się pokazowe. Dziecko wychodzi z sali i mówi "chcę tu chodzić", a rodzic ma już przed sobą grafik i wolne miejsce w grupie. Bez czekania, bez "odezwiemy się".

Pudełko

Na zdjęciu pudełko, które stoi przed salą. U nas telefony zostawia się w nim przed zajęciami. Każde dziecko ma swoją przegródkę z numerem.

Godzina bez ekranu, z drewnianymi figurami i żywym przeciwnikiem naprzeciwko. Dla części dzieci to jedyna taka godzina w tygodniu. Rodzice mówią o tym pudełku częściej niż o szachach.

Od poniedziałku

Od poniedziałku wracają nasi dotychczasowi uczniowie i ruszają zajęcia regularne. Dziesięć nowych dzieci dołącza do nich.

A Ty: ile z Twojej firmy działa, kiedy nie ma Cię w pokoju? To jest pytanie, na które nie chciałem sobie odpowiadać przez lata. Odpowiedź brzmiała: nic. Dziś brzmi: wszystko poza salą. I sala też, bo jest żona i instruktorzy.