To pytanie słyszę na każdym początku roku, zwykle ściszonym głosem przy drzwiach: czy moje dziecko ma talent do szachów?

Rodzic zadaje je po pierwszych zajęciach, czasem po pierwszym miesiącu. Ściszonym głosem, bo dziecko stoi obok i nie powinno słyszeć. I z nadzieją, że odpowiedź będzie "tak", bo wtedy warto inwestować.

Po kilkunastu latach pracy z dziećmi odpowiadam zawsze tak samo. Nie wiem. I dobra wiadomość: to nie ma znaczenia.

Dwa rodzaje dzieci, które widziałem

Widziałem dzieci, które łapały wszystko w locie. Po miesiącu znały ruchy, po trzech wygrywały z kolegami, po pół roku błyszczały na pierwszych turniejach. Rodzice dumni, trener zadowolony, wszystko szło. I znikały po roku, bo pierwszy poważny przeciwnik odebrał im całą radość. Dziecko, które zawsze wygrywało, nie wiedziało, co zrobić z porażką. Nikt go tego nie nauczył, bo nie było okazji.

I widziałem dzieci, które przez pół roku myliły ruch skoczka z gońcem. Wolno, z trudem, z porażkami w co drugiej partii. Rodzice pytali, czy to ma sens. A po trzech latach te dzieci ogrywały tamtych zdolnych. Bo przychodziły co tydzień. Bo przegrana partia była dla nich informacją, nie wyrokiem. Bo nikt nie powiedział im, że są zdolne, więc nie miały czego bronić.

Co decyduje

Talent decyduje o tym, jak szybko dziecko startuje. Pierwsze trzy miesiące, może pół roku. Tyle.

O tym, dokąd dojdzie, decyduje coś innego. Trzy rzeczy, które widzę u każdego dziecka, które zostało w szachach na lata:

Trening jest regularny. Co tydzień, o tej samej porze, bez "dziś nie, bo urodziny kolegi". Regularność bije zdolności w każdym sporcie i w każdej nauce, szachy nie są wyjątkiem.

Porażka jest w domu tematem do rozmowy, a nie do wstydu. Dziecko wraca z turnieju z zerem punktów i rodzic pyta "co się działo w partiach", a nie "jak mogłeś". To jedno pytanie decyduje, czy dziecko pojedzie na następny turniej.

Dziecko gra, bo chce. Nie bo rodzic kiedyś nie zdążył i teraz nadrabia przez dziecko. Widzę to od razu po tym, kto pakuje szachy do plecaka: dziecko czy rodzic.

Złe pytanie i dobre pytanie

Więc jeśli zastanawiasz się, czy zapisać dziecko na szachy, to złe pytanie brzmi: czy ma talent. Na to nie odpowie uczciwie nikt, ja też nie. Każdy trener, który po miesiącu mówi "to wielki talent", mówi to, co rodzic chce usłyszeć.

Dobre pytanie brzmi: czy będzie chciało wracać. Czy w środę pyta, kiedy są szachy. Czy po przegranej chce zagrać jeszcze raz. Czy ustawia szachownicę w domu bez proszenia.

Na to drugie odpowiedź znajdziecie po miesiącu. Sami, bez trenera. I ta odpowiedź mówi o przyszłości dziecka w szachach więcej niż jakakolwiek ocena talentu.

Jedno zdanie

A Ciebie w dzieciństwie ktoś skreślił albo podniósł jednym zdaniem o talencie? "Nie masz słuchu". "Ty to masz głowę do matematyki". Pamiętasz to zdanie do dziś?

Ja pamiętam swoje. I dlatego przy drzwiach odpowiadam "nie wiem", nawet gdy rodzic chciałby usłyszeć coś innego. Bo to zdanie zostaje w dziecku na lata, w obie strony.