40 godzin teorii debiutów
Najgorsza inwestycja, jaką dorosły amator może zrobić w szachach. Znają 15 ruchów teorii w czterech systemach, a partia schodzi z teorii w ósmym ruchu. Do 1800 wystarczą zasady, plan i liczenie.

40 godzin nauki teorii debiutów to najgorsza inwestycja, jaką dorosły amator może zrobić w szachach.
Wiem, że to brzmi jak prowokacja. Debiuty są konkretne, mierzalne, dają poczucie postępu. Nauczyłeś się dziesięciu ruchów, wiesz coś, czego wczoraj nie wiedziałeś. To jest przyjemne uczucie i dlatego dorośli tak chętnie w to idą.
Uczniowie z zeszytami
Wiem, bo regularnie trafiają do mnie uczniowie z zeszytami pełnymi wariantów. Znają 15 ruchów teorii w czterech systemach. Sycylijska, hiszpańska, coś na d4, coś przeciwko d4. Potrafią wyrecytować, co się gra po tym i po tamtym.
A potem partia schodzi z teorii w ruchu ósmym, bo przeciwnik zagrał coś, czego nie ma w zeszycie. I przez następne pół godziny patrzę, jak gracz z zeszytem nie wie, gdzie postawić skoczka. Ma pozycję, którą teoretycznie zna, ale nie rozumie. Wie, że skoczek "powinien" iść na f5, ale nie wie, po co, więc gdy droga na f5 jest zamknięta, nie wie, co dalej.
Czterdzieści godzin nauki i bezradność w ósmym ruchu.
Minimum, które wystarczy
Minimum, które realnie wystarczy do poziomu 1800, to nie zeszyt wariantów. To podstawowe zasady rozwoju i gry w fazie debiutowej.
Figury wychodzą do gry. Wszystkie, nie trzy ulubione.
Walczysz o centrum. Pionkami albo figurami, ale walczysz.
Król idzie do bezpiecznej roszady, zanim zaczniesz cokolwiek innego.
Nie ruszasz tą samą figurą dwa razy bez powodu, gdy inne stoją jeszcze w domu.
Tyle teorii naprawdę potrzebujesz. Gracz, który stosuje te cztery zasady, po dziesięciu ruchach ma grywalną pozycję w każdym debiucie, także w takim, którego nigdy nie widział. Gracz z zeszytem ma grywalną pozycję tylko wtedy, gdy przeciwnik zagra to, co w zeszycie.
Gdzie siedzą prawdziwe umiejętności
Cała reszta rozstrzyga się dalej i tam siedzą prawdziwe umiejętności: mieć plan i liczyć warianty.
Plan mówi Ci, co chcesz osiągnąć w pozycji. Atak na króla, gra na skrzydle hetmańskim, wymiana złego gońca, blokada pionka. Bez planu każdy ruch jest przypadkowy, nawet jeśli jest teoretycznie poprawny.
Liczenie sprawdza, czy wolno Ci to zrobić w tym ruchu. Plan mówi "chcę skoczka na f5", liczenie mówi "ale jak pójdę teraz, tracę piona na b2". Jedno bez drugiego nie działa.
Gracz, który zna 15 ruchów teorii, ale nie umie ułożyć planu ani policzyć trzech ruchów w przód, przegra z graczem, który zna zasady i liczy porządnie. Widzę to na treningach od lat. Widzę to na turniejach dziecięcych, gdzie dziesięciolatek bez żadnej teorii ogrywa dorosłego z zeszytem, bo dziesięciolatek liczy, a dorosły recytuje.
Prosty test
Prosty test na dziś: otwórz swoją ostatnią przegraną i sprawdź dwie rzeczy. W którym ruchu skończyła się Twoja teoria. I w którym ruchu przegrałeś partię.
U większości amatorów między jednym a drugim jest przepaść. Teoria skończyła się w ósmym, partia przegrała się w dwudziestym piątym. Te siedemnaście ruchów pomiędzy to jest miejsce, w którym decydują się Twoje szachy. I tam nie pomoże żaden zeszyt.
Ta przepaść to Twój prawdziwy plan treningowy. Nie kolejny debiut. Plan i liczenie, w pozycjach, które już masz.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.