Dziesięć przegranych
Dziesięć ostatnich przegranych partii powie Ci o Twoich szachach więcej niż niejedna lekcja z trenerem. Prawda o Twojej grze nie siedzi w pojedynczej partii. Siedzi w powtórkach.

Dziesięć ostatnich przegranych partii powie Ci o Twoich szachach więcej niż niejedna lekcja z trenerem.
Mówię to jako trener, więc wiem, że podcinam gałąź, na której siedzę. Ale to prawda. Trener widzi Cię godzinę w tygodniu i widzi to, co mu pokażesz. Dziesięć przegranych widzi Cię takim, jakim jesteś, gdy nikt nie patrzy.
Dwa odruchy, które nic nie dają
Większość graczy po przegranej robi jedno z dwóch. Zamyka aplikację, żeby nie bolało. Albo odpala silnik i kiwa głową nad oceną: tu minus dwa, tu minus pięć, no tak, tu przegrałem.
Jedno i drugie niczego nie uczy, bo patrzysz na pojedynczą partię. Pojedyncza partia to przypadek. Może przeciwnik był mocniejszy, może byłeś zmęczony, może po prostu nie Twój dzień. Z jednej partii nie da się wyciągnąć nic poza tym, że ją przegrałeś.
Prawda o Twojej grze nie siedzi w pojedynczej partii. Siedzi w powtórkach.
Jedno pytanie do każdej
Zbierz dziesięć ostatnich przegranych. Nie wybieraj, bierz dziesięć ostatnich, także te wstydliwe. Dla każdej odpowiedz na jedno pytanie: w którym momencie zaczęło się psuć.
Nie gdzie padł decydujący błąd. Gdzie zaczęło się psuć. Pisałem o tym niedawno: partia sypie się kilka ruchów przed tym, jak ją przegrywasz. Wisząca figura w trzydziestym ruchu to skutek. Przyczyna siedzi w dwudziestym drugim, gdzie zagrałeś ruch bez planu, bo nie wiedziałeś, co robić.
Przy każdej partii zapisz numer ruchu i jedno słowo: debiut, plan, czas, końcówka, nerwy, liczenie. Dziesięć partii, dziesięć słów. Kwadrans na partię, więc cały przegląd zajmie jeden wieczór.
Dziesięć odpowiedzi naraz
Potem spójrz na dziesięć odpowiedzi naraz. I tu dzieje się coś, czego nie widać w pojedynczej analizie.
U jednego gracza osiem z dziesięciu zacznie się psuć po wyjściu z debiutu. Ruch dwunasty, trzynasty, czternasty. Moment, gdy kończy się znana teoria i trzeba samemu znaleźć plan. On nie ma problemu z taktyką ani z końcówkami. Ma problem z jednym pytaniem: co teraz.
U innego dziewięć z dziesięciu psuje się w niedoczasie. Pozycje dobre, czasem wygrane, a potem trzydzieści sekund na dziesięć ruchów i katastrofa. On nie potrzebuje kursu z debiutów. Potrzebuje nauczyć się grać szybciej w zwykłych pozycjach.
U trzeciego partie psują się w wygranych pozycjach. Z nadmiaru ostrożności. Ma przewagę, boi się ją stracić, gra pasywnie, przeciwnik wraca do gry. Jego problem nie jest szachowy, tylko psychologiczny, i żadna książka o końcówkach go nie rozwiąże.
To nie są przypadki, to wzorce. I dopiero wzorzec mówi, nad czym pracować. Bo pracowanie nad wszystkim naraz to pracowanie nad niczym. Kwadrans taktyki, kwadrans debiutów, kwadrans końcówek, i po miesiącu zero zmiany, bo Twój prawdziwy problem to niedoczas, którego w tym planie w ogóle nie było.
Zrób to raz
Zrobiłeś kiedyś taki przegląd? Jeden wieczór, dziesięć partii, dziesięć słów. Ciekaw jestem, co wyszło u Ciebie: debiut, czas czy nerwy w wygranych pozycjach. U dorosłych, których trenuję, te trzy odpowiedzi pokrywają większość przypadków. I każda z nich wymaga innego treningu.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.