Nie umiem programować. Piszę do AI po polsku, czasem do niej mówię, i to w zupełności wystarcza, żeby prowadziła ze mną firmę.

Powtarzam to zdanie często, bo najczęstsza reakcja na moje wpisy o AI brzmi: "no tak, ale ty jesteś techniczny". Nie jestem. Jestem trenerem szachów. Ostatni kod, jaki napisałem, to była formuła w arkuszu, i to z pomocą.

Bariera, której nie było

Na początku myślałem, że to będzie bariera. Że bez kodu, komend i technicznego słownika daleko nie zajadę. Że AI to narzędzie dla programistów, a ja mogę co najwyżej zadać jej pytanie jak wyszukiwarce.

Okazało się odwrotnie. Najlepsze efekty daje mówienie do AI dokładnie tak, jak tłumaczy się coś nowemu pracownikowi. Nie komendami. Zdaniami.

Zatrudniłem w życiu wielu instruktorów. Żadnemu nie dawałem instrukcji w formie kodu. Mówiłem: w tej grupie są dzieci, które dopiero zaczynają, więc nie zaczynaj od debiutów. Jak rodzic zapyta o cenę, odeślij do mnie. Zanim coś obiecasz, sprawdź w grafiku. Z AI robię dokładnie to samo.

Jak to brzmi w praktyce

Zamiast szukać magicznych formułek, opisuję sytuację po ludzku.

"Przeczytaj tego maila i przygotuj odpowiedź w moim stylu, ale nie obiecuj terminu."

"Wytłumacz mi to tak, jakbym nie był technicznym człowiekiem, bo nie jestem."

"Zanim coś zrobisz, powiedz mi po kolei, co planujesz."

Kiedy czegoś nie rozumiem, mówię wprost, że nie rozumiem, i proszę o prostszy język. To działa lepiej, niż udawanie, że rozumiem. AI nie ocenia. Tłumaczy jeszcze raz, prościej, z przykładem. Człowiek po trzecim "nie rozumiem" traci cierpliwość. Ona nie.

I jedna rzecz, która zmieniła najwięcej: proszę, żeby powiedziała mi plan, zanim zacznie. "Najpierw przeczytam skrzynkę, potem przygotuję trzy odpowiedzi, potem pokażę Ci je do zatwierdzenia." Jeśli plan mi się nie podoba, poprawiam go, zanim cokolwiek się wydarzy. To jest prostsze niż poprawianie wyniku.

Głosem, z telefonu

Sporo rzeczy dyktuję z telefonu, po drodze między zajęciami. Idę z sali do samochodu i mówię: przygotuj mail do rodziców grupy wtorkowej, że w przyszłym tygodniu zajęcia są w innej sali, adres taki, godzina bez zmian.

Głos jest wolniejszy od klawiatury, ale myśl łapię wtedy, kiedy przychodzi, a nie wieczorem, kiedy już uciekła. Wieczorem pamiętam, że "coś było z tą salą", ale nie pamiętam, co dokładnie. Po drodze pamiętam wszystko.

Nie ma czego się uczyć na start

Jeśli odkładasz AI na czas "aż się nauczysz", to mam wiadomość: nie ma czego się uczyć na start. Naprawdę. Kursy, prompty, techniki, to wszystko przyjdzie później, jeśli w ogóle będzie potrzebne. Na start wystarczy umiejętność, którą masz od dawna: wytłumaczyć drugiej osobie, czego chcesz.

Otwórz dziś dowolnego asystenta i opisz mu jedną swoją sprawę tak, jakbyś tłumaczył człowiekowi. Jeden mail, jedna oferta, jeden problem z klientem. Po odpowiedzi sam zobaczysz, co dalej. I zobaczysz też, że nie potrzebowałeś do tego ani jednej linijki kodu.

Ilustracja wygenerowana z pomocą AI.