Po drugiej stronie szachownicy
Symultana z Janem Krzysztofem Dudą w Katowicach. Na co dzień patrzę, jak grają inni. Tym razem sam dostałem lekcję pokory. A po symultanie rozmowa o AI w szkoleniu szachistów, która siedzi mi w głowie do dziś.

W niedzielę usiadłem po drugiej stronie szachownicy. Symultana z Janem Krzysztofem Dudą w Katowicach, event towarzyszący festiwalu Szachy łączą pokolenia.
Na co dzień prowadzę klub i szkołę szachową, więc zwykle to ja patrzę, jak grają inni. Stoję za plecami zawodnika, widzę pozycję, widzę błąd, zanim on go zrobi, i muszę milczeć. Tym razem sam dostałem lekcję pokory.
Jak to wygląda z tej strony
Grać z zawodnikiem światowej czołówki, który podchodzi do Twojego stolika co chwilę i odpowiada bez namysłu, to zupełnie inne doświadczenie niż analiza jego partii na ekranie. Na ekranie masz czas. Możesz cofnąć, sprawdzić silnikiem, pokiwać głową nad ruchem. Przy stoliku on robi ruch, idzie dalej, a Ty masz tyle czasu, ile trwa jego przejście przez dwadzieścia innych stolików. Czasem to dwie minuty, czasem trzydzieści sekund.
I w tym czasie musisz zdecydować. Bez silnika, bez cofania, z pełną świadomością, że człowiek po drugiej stronie widzi w tej pozycji rzeczy, o których Ty nie masz pojęcia. Trener, który dawno nie siedział po tej stronie, szybko sobie przypomina, jak to jest.
Przegrałem. Oczywiście, że przegrałem. Ale wyszedłem z lepszym zrozumieniem, co czują moi uczniowie na turnieju, gdy naprzeciwko siada ktoś o dwieście punktów wyżej.
Dzieci i goście
Obok mnie dzieciaki grały z pełną powagą, jakby to były partie o mistrzostwo świata. Zero rozpraszania, zero patrzenia na telefon. Dziesięciolatek, który liczy warianty przeciwko arcymistrzowi, bo nikt mu nie powiedział, że to bez sensu.
Na sali też goście spoza szachowego świata, z wiceprezydentem Katowic włącznie. Szachy naprawdę łączą pokolenia, nie tylko w nazwie festiwalu. Przy jednym stoliku emeryt, przy drugim uczennica podstawówki, przy trzecim prezes klubu, który dawno nie grał na serio.
Mecenas, o którym mówi się ciepło
Był też Adam Mokrysz. O Mokate w szachowym środowisku mówi się ciepło nie bez powodu. To mecenas, który wspiera polskie szachy od lat, konsekwentnie, a nie od akcji do akcji. Wiem, jak trudno jest o sponsora w tym sporcie, bo sam szukam ich dla klubu. Większość firm chce logo na plakacie i wynik w kwartał. Tu jest inaczej: wsparcie, które trwa latami, buduje całe pokolenie zawodników.
I widać je też w takich wydarzeniach jak to. Świetnie zorganizowanych, z miejscem i dla arcymistrza, i dla dziesięciolatka przy sąsiednim stoliku.
Rozmowa, która została
A po symultanie rozmowy, dla których warto było jechać. O współpracy przy festiwalu. O tym, co nasze kluby mogą robić razem. I jedna, która siedzi mi w głowie do dziś: z Marleną Chlost, założycielką Emphie i ChessGrow, o tym, jak AI pomaga im w szkoleniu szachistów.
Analizuje ogromne bazy partii i znajduje przewagi. A przy okazji potwierdza albo obala hipotezy, które my, trenerzy, nosimy w głowach od kilkunastu lat. "W tej strukturze pionowej trzeba grać na skrzydle hetmańskim". "Dzieci w tym wieku najczęściej gubią partie w końcówkach wieżowych". Uczyłem tego z przekonaniem. Część z tych rzeczy da się dziś po prostu sprawdzić na danych. I część z nich, podejrzewam, okaże się nieprawdą.
To jest dla mnie ciekawsze niż sama symultana. Dwadzieścia lat trenowania to dwadzieścia lat intuicji. Intuicja jest cenna, ale sprawdzona intuicja jest cenniejsza.
Łukaszu Turlej, dziękuję za zaproszenie. Szachy i AI w jeden wieczór. Przegrałem z arcymistrzem, wygrałem weekend.
Krótsza wersja tego wpisu poszła na LinkedIn. Prowadzisz firmę i chcesz policzyć własną liczbę? Test piętnastu minut.